piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział 1: Każdy dzień przynosi jakieś trudności

Rozdział 1
Każdy dzień przynosi jakieś trudności

W niewielkim, skromnym miasteczku zwanym Dobrawa, żyła sobie rodzina Parks'ów, licząca czwórkę domowników. Hania mieszkała z dwójką wspaniałych oraz troskliwych rodziców, a także z młodszą siostrą Dianą. Ich dom był przestronny i nowoczesny, lecz z zewnątrz prezentował się ekstrawagancko. Wyglądał trochę jakby początkujący architekt próbował stworzyć artystyczny nieład, jednak próba ta, według Hani, niezbyt mu się udała.
   Hania była szesnastolatką o nienagannej wyobraźni i olbrzymich marzeniach. Czasem, przytulając się do miękkiej poduszki, uwielbiała rozmyślać o przyszłości, o prawdziwej miłości, o magicznych chwilach, które może stoją przed nią w trakcie jej drogi. Z drugiej strony była zwariowaną i spontaniczną nastolatką, pragnącą zmieniać świat na lepsze.
   Miała długie, jasne włosy, które spadały na jej ramiona subtelnymi falami. Na jej delikatnej twarzyczce błyszczały błękitne oczy. Wyróżniał ją piękny uśmiech, pełen prawdziwej radości, ale z drugiej strony miał w sobie nutę czegoś tajemniczego. Kochała grać na swojej miodowej gitarze, wydobywając z niej dźwięki kojące dla każdego słuchacza. Jej pasją było śpiewanie, szczególnie muzyki religijnej, w której mogła pokazać ludziom miłość. Przy innych starała się tryskać energią i być dobra, jednak nie zawsze jej to wychodziło. Miała swoją zaufaną, wierną przyjaciółkę - Elę. Przyjaźniła się z nią już dobre 11 lat. W swej przyjaźni przeszły wiele kryzysów, kłótni, płaczu, ale również i śmiechu, niezapomnianych chwil wsparcia i rozmowy.

- Hania, już siódma, wstawaj! - zawołała mama.
- Zaraz wstanę... - odrzekła pół-przytomnym głosem nastolatka.
- Tylko nie usypiaj znowu, bo ja już muszę wyjść do pracy. Dziś przecież zakończenie roku, musisz wstać.  Kanapki leżą na stole, woda w czajniku się zagotowała, więc zrób sobie herbatę. Powodzenia w szkole! 
Hania przytaknęła, leżąc dalej na łóżku. Po jakimś czasie otworzyła oczy i spojrzała kątem oka na zegar. Siódma trzydzieści! No nie może być! Za 15 minut autobus. Szybko założyła na siebie wygodny T-shirt i ciemnoniebieskie dżinsy. Przeczesała pełne kołtunów włosy, jednak kiedy grzebień utkwił jej we włosach, postanowiła je upiąć w wygodnego koczka. Jednym kęsem próbowała zjeść kanapkę z serem, jednak okazało się to niezbyt łatwe...

Wybiegła z domu i zbliżała się coraz bardziej do przystanku. Autobus zatrzymał się przy opustoszałym przystanku, jedynie starsza pani zaczęła wysiadać. Kiedy zobaczyła, jak Hanka biegnie, zaczęła bardzo wolno wchodzić. Kierowca i inni pasażerowie zaczęli się nieco niecierpliwić, jednak za ten czas dziewczyna zdążyła dobiec do autobusu.

- Dziękuję - odparła starszej pani, po czym uśmiechnęła się promiennie. 
- Drobiazg - staruszka odwzajemniła uśmiech.
Zdyszana Hanka wsiadła do autobusu i zajęła miejsce z przodu. Czekała na nią Elka, patrząca się w brudne okno. Nastolatki zaczęły rozmiawiać o wakacjach, o planach. Nagle Hania popatrzyła się zdziwiona na przyjaciółkę.
- Dlaczego się tak elegancko ubrałaś?
- Przecież mamy zakończenie roku, nie? - odpowiedziała z uśmiechem.
Rozpięła kurtkę i zobaczyła przeciętny T-shirt i dżinsy.
- Świetnie... - zdenerwowała się Hania - Pewnie większość dziewczyn odstrzeli się w jakieś czarne, dopasowane albo rozkloszowane sukienki albo przynajmniej w zgrabne spódniczki.
- Prześladuje cię jakiś pech dzisiaj. Nie przejmuj się - pożyczę ci swoją marynarkę, a w reklamówce mam wygodne baleriny, w razie gdyby nowe szpilki mnie uwierały. Mam nadzieję, że wciśniesz się w 38? - spytała Ela.
- Haha, spróbuję! Dzięki Ela, jesteś wielka! - zaczęła się śmiać.
- Ciekawi mnie, jak będą wyglądać chłopcy z naszego liceum w garniakach.. 
- Hmm.. właśnie wyobraziłam sobie Kacpra w garniturze.. - zaczęła śmiać się Hania.
- Co ty, do niego na zawsze przykleiły się dresy!
- Dobra, patrz, nasz przystanek. Musimy wysiadać.